Winchester stan Nevada. Przy ulicy świętej Rozaliny stał mały jednorodzinny dom w którym mieszkała rodzina Freud. James głowa rodziny, ciężko pracujący mąż, Katie żona, pani domu, i mała 6 letnia Emily, córka. Była to spokojna rodzina. James pracował w firmie budowlanej. Katie nie pracuje, zostaje w domu aby pilnować córki. Idealna rodzina czyż nie? Niestety tak nie jest. Za dnia jakże piękna, kochająca się rodzina lecz gdy córka śpi a mąż wraca do domu dzieją się straszne rzeczy, albowiem James ma problemy z alkoholem. Kiedy wraca do domu Emily dawno już śpi więc nie widzi pijanego ojca bijącego jej matkę. Dla Emily ojciec to największy wzór do naśladowania. Matka złamała by jej serce gdyby uciekła od męża z córką ale także jakby sama uciekła to ojciec złamał by coś innego córce. Co teraz ma zrobić biedna Katie'a? Odejść z córką i być zagrożona że mąż ją znajdzie a córka znienawidzi? Czy zostać i wytrzymywać ból. Ani jedno ani drugie wyjście nie jest dobre. Katie powinna powiedzieć o tym komuś. Niestety za bardzo się boi, lecz dzisiejszego dnia postanowiła wziąć się w garść i powiedzieć o tym swojemu przyjacielowi który był psychologiem. Umówiła się z nim na godzinę 15. Córkę zostawiła z opiekunką i pojechała do kawiarni. Kawiarnia była mała. Klientów było 2. Jeden wyglądał na biznesmena. Ubrany w garnitur rozmawiał przez telefon. Miał krótkie blond włosy. Drugą osobą był dziwny człowiek. Siedział w kącie i uważnie przyglądał się Katie. Był ubrany w bluzę i jeansy. Średniej długości brązowe włosy. Przyjaciel Katie jeszcze nie przyszedł. Zamówiła kawę. Zdenerwowana czekała na przyjaciela. Po 20 minutach nikt nie przyszedł. Dziewczyna próbował się dodzwonić niestety nieskutecznie. Biznesmen wyszedł z kawiarni. Człowiek w bluzie dalej patrzył na Katie. Ona też na niego spojrzała. Zaczęła czuć się niekomfortowo.
-Em przepraszam?-odezwała się zaniepokojona dziewczyna-mam coś na twarzy?
-Oprócz paru siniaków zza makijażu to nic-powiedział obojętnie.
Dziewczyna się jeszcze bardziej zaniepokoiła. Podeszła i usiadł przed nieznajomym.
-Skąd pan wie?-spytała zdziwiona.
-Pani właśnie mi to powiedziała-powiedział-czeka pani na człowieka z którym chce o tym porozmawiać, a on nie przychodzi?
-Ale...-dziewczyna była całkowicie skołowana.
-Człowiek nie przyjdzie-powiedział i spojrzał na nią-wyśle wiadomość....Teraz.
I człowiek miał racje. Dziewczyna usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości na komórce. Wyjęła ją. Zaczęła czytać.
Katie przepraszam nie zdążę, umówmy się na kiedy indziej.
Dziewczyna się przestraszyła. Spojrzała ze zdziwieniem na nieznajomego.
-Kim...kim pan jest?-spytała.
-Zwykłym człowiekiem, niech się pani nie boi-powiedział i się uśmiechnął-a teraz jak pani chce może mi powiedzieć o swoich problemach, chętnie pomogę. Czasem dobrze wyżalić się nieznajomemu.
-Chyba ma pan racje-powiedziała dziewczyna dalej patrząc na niego-tak więc...zaczęło się to kilka miesięcy temu...mój mąż zaczął pić...rozumiem że czasem można wypić ale codziennie wracać do domu pod wpływem...całe szczęście że córka nic nie widziała-kobiecie poleciała łza. Od razu ją wytarła-przepraszam...
-Nic się nie stało proszę mówić.
-No dobrze...rozumiem pić...bym to jakoś zniosła...ale on...on...-zaczęła szlochać.
-Chce pani się napić wody?-spytał patrząc na nią.
-Nie...nie trzeba...-zaczęła się uspokajać-on...zaczął mnie bić...w dzień w dzień mnie bije...oczywiście chciałam to sobie tłumaczyć...że to taki okres...że mamy problemy finansowe i on po prostu nie może wytrzymać...ale nie ja też tak dłużej nie mogę...
-To czemu nie uciekniesz?-spytał nieznajomy popijając kawę.
-Boję się...
-Boisz się bardziej uciec niż zostać?-spytał się zdziwiony.
-Córka...córka widzi w nim idola...bardzo go kocha...jak jej mam wytłumaczyć że jej wzór nie jest taki idealny?
-To czemu sama nie uciekniesz?
-Boje się że jak zostawię ją samą...że on może jej coś zrobić...
-Powinnaś od niego uciec-powiedział stanowczo nieznajomy-i zabrać ze sobą córkę.
-Ale on nas znajdzie...zabije mnie...-zaczęła jeszcze bardziej płakać. Mężczyzna złapał ją za ręce. Dziewczyna ryczała ale patrzała mu się w oczy.
-Powiedz mu dziś jak przyjdzie że odchodzisz-powiedział powoli-uwierz mi powinnaś to zrobić dziś. Możesz mi obiecać że tak zrobisz?-spytał się.
-Ale...-kobieta spojrzała gdzie indziej-ma pan racje...im szybciej tym lepiej...
-Widzi pani-powiedział i się uśmiechnął-lepiej zrobić to teraz i mieć wszystko za sobą niż czekać na to że ten człowiek zrobi pani coś gorszego. No ale cóż ja już będę szedł-powiedział i wstał. Z uśmiechem na twarzy podszedł do drzwi wyjściowych-powodzenia i żegnam-powiedział i wyszedł.
Katie siedziała jeszcze chwilę. Po kilku minutach i ona wyszła z kawiarni. Przyjechała do domu. Dała opiekunce pieniądze i pożegnała ją. Siedziała i patrzyła się na córkę. Wiedziała że dziś w nocy i ona i jej córka będą zagrożone. Kilka godzin później. Katie siedziała w kuchni. Emily już od kilku minut spała. Nagle usłyszała dźwięk otwierających się z hukiem drzwi. James wrócił. Był pijany. Skierował się w stronę kuchni.
-Wróciłem głupia babo!-krzyknął-gdzie moja kolacja?-spytał. Podszedł do Katie i zaczął ją dotykać-zrobiłaś mi kolacje?
-Nie-powiedziała-a ty znowu jesteś pijany?-spytała.
-A od kiedy ci to przeszkadza?-spytał. Odsunął się od niej. Wziął zamach i walnął ją w twarz-a teraz idź mi robić kolacje.
Katie poleciały łzy. Kolejny siniak.
-James...musimy porozmawiać-powiedziała przez łzy.
-Czego?-spytał i podszedł do niej.
-Ja...ja-jąkała.
-JA?! JA?!-krzyknął jej w twarz.
-Ja...zabieram Emily i odchodzimy-powiedziała głośno i wyraźnie. Mężczyzna zbladł.
-CO CHCESZ ZROBIĆ?!-krzyknął i walnął ją z całej siły pięścią w twarz. Kobieta padła na ziemię. James zaczął ją kopać-CO...CHCESZ...ZROBIĆ...GŁUPIA...DZIWKO?!-kopnął ją w twarz. Katie zemdlała. Z jej nosa leciała krew. Mężczyzna opluł ją ubrał kurtkę i wyszedł z domu. Poszedł skrótem przez bloki. Chciał iść do baru się napić. Przechodząc przez zaułek usłyszał głos za sobą.
-Fajnie tak bić słabsze kobiety?-spytała osoba stojąca za nim. Odwrócił się i widział że przed nim stoi osoba w kapturze i w białej masce.
-O co ci kurwa chodzi?-spytał. Dopiero zauważył że ta osoba trzyma kij bejsbolowy-o-o co ci chodzi?
-O nic damski bokserze-powiedział i zaczął biec w stronę Jamesa. Człowiek w masce wziął zamach i z całej siły walnął Jamesa kijem w głowę. Mężczyzna padł na ziemie a z głowy zaczęła płynąć mu krew. Zamaskowany człowiek zaczął walić kijem w głowę już martwego Jamesa. Czaszka była rozłupana. Osoba w kapturze znalazła szklaną butelkę. Rozbił i przyczepił do piersi Jamesa. Do butelki przyczepił kartkę z napisem "DAMSKI BOKSER". Ciało zaniósł pod komendę policji. Policjanci się zdziwili że dostali już 2 ciało w tym miesiącu. Kilka dni później Katie została poproszona do komisariatu żeby rozpoznać ciało. Rozpoznała w nim Jamesa. Wyszła z komendy. Spojrzała w słońce.
-Dziękuje....
Mam nadzieje że się podobało :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz