sobota, 22 listopada 2014

Rozdział I

Ciemny pokój 10 metrów pod ziemią. Po środku pomieszczenia był brudny stół. Przy stole na krzesłach siedziało dwóch mężczyzn. Jeden z nich spał. Był to gruby, brudny, łysy z brodą facet w podkoszulce i spodenkach. Ręce i nogi miał przywiązane do krzesła. Na przeciwko jego siedział szczupły w bluzie i spodniach mężczyzna. Na głowie miał kaptur a na twarzy białą maskę która miała tylko otwory na oczy. Patrzył na niego. Nagle wstał. Z kieszeni wyjął małą fiolkę. Podszedł do śpiącej osoby. Przyłożył jej fiolkę pod nos. Mężczyzna obudził się przerażony.
-Co się dzieje?-spytał sam siebie. Podniósł głowę do góry. Patrzył na faceta w masce-POMOCY!-krzyknął.
-Nawet jakbyś wrzeszczał przez megafon nikt cię nie usłyszy-odezwał się człowiek w masce.
-Czego ode mnie chcesz?!-spytał przerażony człowiek w średnim wieku.
-Poczekaj-powiedział i poszedł w głąb ciemności. Łysy człowiek zaczął się wiercić. Próbował się uwolnić ale bezskutecznie. Po chwili wrócił zamaskowana osoba. W ręce trzymała pudło. Usiadła przy stole. Siedział na przeciwko grubasa który zaczął się pocić.
-C-co tam masz?-spytał. Człowiek w kapturze wyjął z pudła pistolet, naboje, zdjęcie. Ostatnią rzeczą jaką wyciągnął to włosy. Kita czarnych długich włosów. Wziął zdjęcie na którym była mała 8 letnia dziewczynka.
-Elisabeth Downson-powiedział-pamiętasz ją?
-Nie znam jej-powiedział przerażony człowiek który na widok zdjęcia zbladł.
-Rozumiem-powiedział i odłożył zdjęcie. Teraz wziął kitę włosów-a może to ci coś przypomina?
-Nie-powiedział.
-No tak-powiedział i odłożył pęk włosów-a wiesz co jest zabawne w tej całej sytuacji?-spytał się i wstał. Do ręki wziął pistolet i naboje-że to zdjęcie i tę kitę były w twoim garażu-odwrócił się od niego i włożył naboje do pistoletu-no chyba nie powiesz że te rzeczy znalazły się tam przypadkiem?-znowu podszedł do pudła. Wyją blond kitę i zdjęcie z dziewczynką-Doris Jones 9 lat-rzucił na stół kitę i zdjęcie. Wyjął kolejne tym razem brązowe włosy i fotografię-Maggi Smith 7 lat-także rzucił.  W pudle już nic nie było. Wziął pudło i rzucił w stronę przerażonego faceta-skąd to masz?
-T-to nie moje-powiedział przestraszony-nie tylko ja wykorzystuję ten garaż...
-A kto jeszcze?-przerwał mu.
-Em...M-mój współlokator-powiedział i chwilę się zastanawiał-D-David. On przyprowadza sobie jakieś dziewczyny...t-to on...
-Blef!-krzyknął człowiek w masce-mieszkasz sam, a więc jeszcze raz skąd je wziąłeś?
-J-ja...No dobra-powiedział wziął wdech. Pot mu leciał na oczy które miał całe czerwone. Twarz była biała jak śnieg-każdy ma swoje dziwne hobby. Ja...ja zbieram włosy...
-Yhym-powiedziała osoba w kapturze-a od kogo masz te włosy?
-O-od Michaela Hendrix'a-powiedział-to mój przyjaciel...Razem odsiadywaliśmy wyrok...
-Wiesz co?-przeładował pistolet i wycelował w mężczyznę-nie wierze cie.
-CZEKAJ!-krzyknął. Z jego oczu zaczęły płynąć łzy.
-No dobra-położył broń i rozsiadł się na krześle-przekonaj mnie żebym cię nie zabijał.
-J-ja...ja nic nie zrobiłem-zaczął ryczeć-dlaczego...dlaczego chcesz m-mnie zbić?-łkał.
-Dlaczego?-spytał go-a to dlatego że gwałcisz i zabijasz małe 8 letnie dziewczynki...Wiem o tobie wszystko, a teraz przekonaj mnie żebym cię nie zabijał, masz na to 5 minut-spojrzał za prawą rękę gdzie miał zegarek i zaczął odliczać czas. Człowiek na przeciwko ryczał w niebo głosy. Łzy leciały mu po jego brudnych policzkach. Znowu zaczął się wiercić. Niestety ręce i nogi były za mocno zawiązane do krzesła żeby mógł się wydostać.
-B-byłem młody-zaczął przez łzy-wplątałem się w złe towarzystwo...zacząłem brać narkotyki...kiedyś znaleźli u mnie 10 kilo kokainy...dostałem wyrok...odsiedziałem swoje i się zaczęło...to było silniejsze ode mnie-powiedział zasapany.
-Czułeś się silnie?-spytał-one były takie małe i bezbronne. Ty czułeś się przy nich silniejszy?
-T-tak-powiedział ale dalej płakał.
-One się bały a ty czułeś się w tedy dobrze.
-Tak dokładnie-przyznał mu racje-ale...jeżeli mnie wypuścisz to przysięgam że już nigdy tego nie zrobię...obiecuję...daj mi drugą szanse...ja przysięgam...
Człowiek w masce wstał i podszedł do płaczącego mężczyzny. Złapał go za ramię.
-Daje ci drugą szanse-powiedział. Brudny człowiek uśmiechnął się. Łzy przestawały mu lecieć. Odetchnął.
-N-naprawdę?-spytał z uśmiechem-to teraz możesz mnie wypuścić-człowiek w masce odwrócił się od niego i odszedł od niego. Wyjął pistolet. Odwrócił się z powrotem.
-Dałbym ci ją gdyby nie to-wycelował w mężczyznę pistoletem-gdyby nie to że ci nie wierze-człowiek znowu zbladł. Jego twarz była tak biała jak maska człowieka przed nim. Zaczął się śmiać.
-Hahaha! Ty tak czy tak byś mnie zabił?-spytał się.
-Tak-odpowiedział-chciałem dać ci nadzieje że możesz przeżyć-powiedział obojętnie.
-Ech...szczerze?-spytał się z szaleńczym uśmiechem-kiedy widziałem przerażenia w ich oczach czułem się niesamowicie...dla tego uczucia zrobiłbym to jeszcze kilka razy...zapach włosów małych dziewczynek....ach to to co mnie podnieca...
-Ale one miały tylko po 8 lat-powiedział facet w masce.
-Takie są najlepsze...
-Ech dobrze że chociaż byłeś szczery-powiedział-a teraz żegnaj.
Pedofil dalej się śmiał, a człowiek w masce strzelił. Pocisk leciał aż trafił w głowę mordercy. Łeb mu opadł na dół. Nastała cisza. Zamaskowany mężczyzna spod stołu wyjął szklaną butelkę po piwie i dużą kartkę. Podszedł do trupa. Podniósł mu łeb. Na czole była czerwona dziura z której płynęła krew. Odsunął od siebie głowę. O stół rozbił butelkę. Z całej siły wczepił ją do piersi nieżyjącego pedofila. Do butelki przyczepił kartkę z napisem "PEDOFIL" i ze wszystkimi włosami, zdjęciami.
Kilka dni później.
Przed komendą policji znaleziono ciało zmarłego pedofila. Zabójca nie znany...


Dziękuje za przeczytanie :D Mam nadzieje że się podobało i że chcecie więcej :D

2 komentarze:

  1. Ja bym podziękowała za szczerą krytykę, wysłaną ci na gg. Mam nadzieję, że będzie kontynuacja, bo szczerze powiedziawszy, miło mi się czytało.

    OdpowiedzUsuń
  2. O kur... jesteś niesamowity szyszko :)
    Nie potrafię powiedzieć nic złego (może dlatego że lepiej nie umiem )
    pozdrowienia
    Anarchia

    OdpowiedzUsuń