Zakrwawiony, umięśniony blondyn uciekał przez korytarz w ściekach. Ciemny tunel w którym po środku płynęły ścieki. Co jakiś czas pojawiały się lampy na ścianach rozświecając drogę blondynowi. Człowiek wrzeszczał. Czegoś się bał. Przed czymś uciekał. Facet choć wyglądał na wysportowanego nie mógł przebiec 100 metrów sprintem. Podbiegł, cały wymęczony, pod lampę. Można było zauważyć że jest ubrany w garnitur który był cały rozpruty. Prawie całe jego ubranie było poplamione krwią. Wymęczony usiadł pod lampą. Wciągnął komórkę. Zaczął wybierać numer. Przyłożył do ucha i czekał.
-H-halo?-wyspała.
-Telefon jest wyłączony albo jest poza zasięgiem sieci...-powiedziała kobieta w telefonie.
-Jebane komórki...ech...NO CHODŹ TU KUTASIE!-krzyknął resztkami sił. Nikt nie przyszedł. Po 10 minutach wstał i poszedł. Szedł prostą drogą słysząc tylko płynącą wodę i chodzenie szczurów. Nagle usłyszał że coś dużego spada do wody. Odwrócił się szybko. Nic nie było. Powoli odwracał się a przed nim stał człowiek w białej masce.
-Jak mnie nazwałeś?-spytał. Blondyn zbladł ze strachu. Szybko się zamachnął żeby zadać cios przeciwnikowi. Niestety nie trafił a mężczyzna w masce szybko wbił mu nóż w ramię.
-AA!-krzyknął blondyn padając na ziemię. Z ramienia zaczęła mu lecieć krew-ty jesteś jakiś popierdolony!
-Może i jestem-powiedział i wyciągnął strzykawkę.
-Co to kurwa jest?!-spytał się przerażony.
-Mógłbyś nie przeklinać?-spytał poirytowany człowiek w kapturze. Podszedł do leżącego, zakrwawionego mężczyzny i wbił strzykawkę w jego ramię.
-A!-krzyknął-TY KURWO! CO TY ODPIERDALASZ?! ZOSTAW MNIE W SPOKOJU!
-Hmm...no teraz mógłbym-powiedział odwracając się.
-CZEKAJ!-krzyknął-co...co to jest?-spytał.
-Hmm...fluorometylofosfonian izopropylu-odwrócił się do niego-ciekawy związek chemiczny. Silnie toksyczny. W skrócie sarin.
-O-otrułeś mnie?-spytał przerażony.
-No nie komarem cię ukułem...-powiedział sarkastycznie. Spojrzał na rękę. Nic na nie nie było-och...która to godzina...muszę już lecieć wrócę za hmm...ile twój organizm może to wytrzymać? Hmm...Przyjdę za dwa dni...prawdopodobnie dostaniesz w tedy porażenia mięśni...
-NIE CZEKAJ!!-krzyknął-ale co...co ja ci zrobiłem?
-Dowiesz się za dwa dni-powiedział i uciekł do przodu. Zniknął w ciemnościach.
-CZEKAJ!-krzyknął i wstał. Zaczął biec. Niestety z przemęczenia i przez krwawiącą ranę padł na ziemię. Przeczołgał się pod lampę.
-Mam dwa dni życia?-spytał sam siebie-a może to tylko sen?
Człowieka bolało gardło i kaszlał. Przeczołgał się do ścieków. Spojrzał na czarną, brudną wodę.
-Nawet przejrzeć się nie można-wyburczał. Wyciągnął ręce i zamoczył głowę-ale to jebie. Rzygać mi się chce...
Powoli wstał i poszedł do przodu. Wyciągnął telefon i sprawdził godzinę.
-21?-zdziwił się-jak dzwoniłem to była chyba 13. Moje życie się kończy...
Padł na kolana i zaczął się modlić. Jego ciało drżało. Jego temperatura spadała. Pocił się zimny potem. Z kieszeni wyciągnął różaniec. Blondyn przez cały czas nosił ze sobą różaniec. Mówił że to jego talizman. Mówił że to dzięki niemu doszedł tak daleko. Był biznesmenem. Prawnikiem, wygrał większość spraw. Teraz modlił się trzymając w ręce różaniec.
-Panie Boże...Proszę wybacz mi za wszystko...Ja przepraszam...Czy to kara? Wiem popełniłem wiele głupstw...ale żeby tak mnie karać? Proszę wybacz mi...
Patrzył się w sufit. Jego niebieskie oczy były teraz wielkie i czerwone.
-Przepraszam za to co zrobiłem...Wiem że nie powinienem go bić ale...zdenerwował mnie...nie płacił...a ja go uratowałem przed pierdlem...URATOWAŁEM GO SŁYSZYSZ!-krzyknął i zaczął płakać-URATOWAŁEM JEGO TŁUSTE DUPSKO! A TY TYMI SIĘ TAK ODWDZIĘCZASZ?! JEB SIĘ...SŁYSZYSZ BOŻE?! J-E-B S-I-Ę!!
Wstał i wyrzucił różaniec do ścieków. Stanął prosto. Padł na ziemię i zaczął rzygać. Wyrzygał wszystko co miał w żołądku. Padł na bok i zemdlał.
Po kilku godzinach obudziły go piski szczurów które jadły jego rzygi. Chciał od razu wstać ale mięśnie mu nie pozwoliły. Zdrętwiał. Patrzał na czarny sufit i myślał. "Czemu ja? Ja chciałem dobrze...wiem nie powinienem zabijać...ale musiałem..."
Usłyszał jak ktoś do niego podchodzi.
-No minęło równo dwa dni-powiedział człowiek w masce. Stanął przed leżącym blondynem-obrzydliwe...no cóż skończmy to-wyciągnął jakiś...Sos?-tak ja nie jestem tak okrutny żeby cię zabijać...umrzesz sam za jakieś hmm...4 godziny chyba że wcześniej wyżrą cię wygłodniałe szczury-powiedział oblewając go sosem. Wstał i ściągnął coś ze ściany-widzisz to? To kamera. Każdy zobaczy jak ginąłeś-wycelował kamerę w siebie-Witajcie jestem JB. Nie bójcie się mnie. Nie zabijam niewinnych ludzi. Zabijam morderców, pedofilii, gwałcicieli, ludzi którzy wyżywają się na innych-skończył i położył kamerę koło twarzy blondyna.
Wstał i poszedł gdzieś. Blondyn zaczął się denerwować. Patrzał w kamerę. Nie mógł mówić. Usłyszał piski szczurów. Poczuł jak coś go zaczyna gryź. Chciał krzyknąć...ale nie mógł. Umierał. Czuł jak schodzi z niego życie. Po 30 minutach umarł. Człowiek w masce znowu przyszedł. Wbił blondasowi kartkę z napisem "ZABÓJCA". Ciało dziwny sposobem znalazło się pod komendom razem z nagraniem które było też umieszczone w internecie.
Dzięki za przeczytanie :P
piątek, 28 listopada 2014
niedziela, 23 listopada 2014
Rozdział II
Winchester stan Nevada. Przy ulicy świętej Rozaliny stał mały jednorodzinny dom w którym mieszkała rodzina Freud. James głowa rodziny, ciężko pracujący mąż, Katie żona, pani domu, i mała 6 letnia Emily, córka. Była to spokojna rodzina. James pracował w firmie budowlanej. Katie nie pracuje, zostaje w domu aby pilnować córki. Idealna rodzina czyż nie? Niestety tak nie jest. Za dnia jakże piękna, kochająca się rodzina lecz gdy córka śpi a mąż wraca do domu dzieją się straszne rzeczy, albowiem James ma problemy z alkoholem. Kiedy wraca do domu Emily dawno już śpi więc nie widzi pijanego ojca bijącego jej matkę. Dla Emily ojciec to największy wzór do naśladowania. Matka złamała by jej serce gdyby uciekła od męża z córką ale także jakby sama uciekła to ojciec złamał by coś innego córce. Co teraz ma zrobić biedna Katie'a? Odejść z córką i być zagrożona że mąż ją znajdzie a córka znienawidzi? Czy zostać i wytrzymywać ból. Ani jedno ani drugie wyjście nie jest dobre. Katie powinna powiedzieć o tym komuś. Niestety za bardzo się boi, lecz dzisiejszego dnia postanowiła wziąć się w garść i powiedzieć o tym swojemu przyjacielowi który był psychologiem. Umówiła się z nim na godzinę 15. Córkę zostawiła z opiekunką i pojechała do kawiarni. Kawiarnia była mała. Klientów było 2. Jeden wyglądał na biznesmena. Ubrany w garnitur rozmawiał przez telefon. Miał krótkie blond włosy. Drugą osobą był dziwny człowiek. Siedział w kącie i uważnie przyglądał się Katie. Był ubrany w bluzę i jeansy. Średniej długości brązowe włosy. Przyjaciel Katie jeszcze nie przyszedł. Zamówiła kawę. Zdenerwowana czekała na przyjaciela. Po 20 minutach nikt nie przyszedł. Dziewczyna próbował się dodzwonić niestety nieskutecznie. Biznesmen wyszedł z kawiarni. Człowiek w bluzie dalej patrzył na Katie. Ona też na niego spojrzała. Zaczęła czuć się niekomfortowo.
-Em przepraszam?-odezwała się zaniepokojona dziewczyna-mam coś na twarzy?
-Oprócz paru siniaków zza makijażu to nic-powiedział obojętnie.
Dziewczyna się jeszcze bardziej zaniepokoiła. Podeszła i usiadł przed nieznajomym.
-Skąd pan wie?-spytała zdziwiona.
-Pani właśnie mi to powiedziała-powiedział-czeka pani na człowieka z którym chce o tym porozmawiać, a on nie przychodzi?
-Ale...-dziewczyna była całkowicie skołowana.
-Człowiek nie przyjdzie-powiedział i spojrzał na nią-wyśle wiadomość....Teraz.
I człowiek miał racje. Dziewczyna usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości na komórce. Wyjęła ją. Zaczęła czytać.
Katie przepraszam nie zdążę, umówmy się na kiedy indziej.
Dziewczyna się przestraszyła. Spojrzała ze zdziwieniem na nieznajomego.
-Kim...kim pan jest?-spytała.
-Zwykłym człowiekiem, niech się pani nie boi-powiedział i się uśmiechnął-a teraz jak pani chce może mi powiedzieć o swoich problemach, chętnie pomogę. Czasem dobrze wyżalić się nieznajomemu.
-Chyba ma pan racje-powiedziała dziewczyna dalej patrząc na niego-tak więc...zaczęło się to kilka miesięcy temu...mój mąż zaczął pić...rozumiem że czasem można wypić ale codziennie wracać do domu pod wpływem...całe szczęście że córka nic nie widziała-kobiecie poleciała łza. Od razu ją wytarła-przepraszam...
-Nic się nie stało proszę mówić.
-No dobrze...rozumiem pić...bym to jakoś zniosła...ale on...on...-zaczęła szlochać.
-Chce pani się napić wody?-spytał patrząc na nią.
-Nie...nie trzeba...-zaczęła się uspokajać-on...zaczął mnie bić...w dzień w dzień mnie bije...oczywiście chciałam to sobie tłumaczyć...że to taki okres...że mamy problemy finansowe i on po prostu nie może wytrzymać...ale nie ja też tak dłużej nie mogę...
-To czemu nie uciekniesz?-spytał nieznajomy popijając kawę.
-Boję się...
-Boisz się bardziej uciec niż zostać?-spytał się zdziwiony.
-Córka...córka widzi w nim idola...bardzo go kocha...jak jej mam wytłumaczyć że jej wzór nie jest taki idealny?
-To czemu sama nie uciekniesz?
-Boje się że jak zostawię ją samą...że on może jej coś zrobić...
-Powinnaś od niego uciec-powiedział stanowczo nieznajomy-i zabrać ze sobą córkę.
-Ale on nas znajdzie...zabije mnie...-zaczęła jeszcze bardziej płakać. Mężczyzna złapał ją za ręce. Dziewczyna ryczała ale patrzała mu się w oczy.
-Powiedz mu dziś jak przyjdzie że odchodzisz-powiedział powoli-uwierz mi powinnaś to zrobić dziś. Możesz mi obiecać że tak zrobisz?-spytał się.
-Ale...-kobieta spojrzała gdzie indziej-ma pan racje...im szybciej tym lepiej...
-Widzi pani-powiedział i się uśmiechnął-lepiej zrobić to teraz i mieć wszystko za sobą niż czekać na to że ten człowiek zrobi pani coś gorszego. No ale cóż ja już będę szedł-powiedział i wstał. Z uśmiechem na twarzy podszedł do drzwi wyjściowych-powodzenia i żegnam-powiedział i wyszedł.
Katie siedziała jeszcze chwilę. Po kilku minutach i ona wyszła z kawiarni. Przyjechała do domu. Dała opiekunce pieniądze i pożegnała ją. Siedziała i patrzyła się na córkę. Wiedziała że dziś w nocy i ona i jej córka będą zagrożone. Kilka godzin później. Katie siedziała w kuchni. Emily już od kilku minut spała. Nagle usłyszała dźwięk otwierających się z hukiem drzwi. James wrócił. Był pijany. Skierował się w stronę kuchni.
-Wróciłem głupia babo!-krzyknął-gdzie moja kolacja?-spytał. Podszedł do Katie i zaczął ją dotykać-zrobiłaś mi kolacje?
-Nie-powiedziała-a ty znowu jesteś pijany?-spytała.
-A od kiedy ci to przeszkadza?-spytał. Odsunął się od niej. Wziął zamach i walnął ją w twarz-a teraz idź mi robić kolacje.
Katie poleciały łzy. Kolejny siniak.
-James...musimy porozmawiać-powiedziała przez łzy.
-Czego?-spytał i podszedł do niej.
-Ja...ja-jąkała.
-JA?! JA?!-krzyknął jej w twarz.
-Ja...zabieram Emily i odchodzimy-powiedziała głośno i wyraźnie. Mężczyzna zbladł.
-CO CHCESZ ZROBIĆ?!-krzyknął i walnął ją z całej siły pięścią w twarz. Kobieta padła na ziemię. James zaczął ją kopać-CO...CHCESZ...ZROBIĆ...GŁUPIA...DZIWKO?!-kopnął ją w twarz. Katie zemdlała. Z jej nosa leciała krew. Mężczyzna opluł ją ubrał kurtkę i wyszedł z domu. Poszedł skrótem przez bloki. Chciał iść do baru się napić. Przechodząc przez zaułek usłyszał głos za sobą.
-Fajnie tak bić słabsze kobiety?-spytała osoba stojąca za nim. Odwrócił się i widział że przed nim stoi osoba w kapturze i w białej masce.
-O co ci kurwa chodzi?-spytał. Dopiero zauważył że ta osoba trzyma kij bejsbolowy-o-o co ci chodzi?
-O nic damski bokserze-powiedział i zaczął biec w stronę Jamesa. Człowiek w masce wziął zamach i z całej siły walnął Jamesa kijem w głowę. Mężczyzna padł na ziemie a z głowy zaczęła płynąć mu krew. Zamaskowany człowiek zaczął walić kijem w głowę już martwego Jamesa. Czaszka była rozłupana. Osoba w kapturze znalazła szklaną butelkę. Rozbił i przyczepił do piersi Jamesa. Do butelki przyczepił kartkę z napisem "DAMSKI BOKSER". Ciało zaniósł pod komendę policji. Policjanci się zdziwili że dostali już 2 ciało w tym miesiącu. Kilka dni później Katie została poproszona do komisariatu żeby rozpoznać ciało. Rozpoznała w nim Jamesa. Wyszła z komendy. Spojrzała w słońce.
-Dziękuje....
Mam nadzieje że się podobało :D
-Em przepraszam?-odezwała się zaniepokojona dziewczyna-mam coś na twarzy?
-Oprócz paru siniaków zza makijażu to nic-powiedział obojętnie.
Dziewczyna się jeszcze bardziej zaniepokoiła. Podeszła i usiadł przed nieznajomym.
-Skąd pan wie?-spytała zdziwiona.
-Pani właśnie mi to powiedziała-powiedział-czeka pani na człowieka z którym chce o tym porozmawiać, a on nie przychodzi?
-Ale...-dziewczyna była całkowicie skołowana.
-Człowiek nie przyjdzie-powiedział i spojrzał na nią-wyśle wiadomość....Teraz.
I człowiek miał racje. Dziewczyna usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości na komórce. Wyjęła ją. Zaczęła czytać.
Katie przepraszam nie zdążę, umówmy się na kiedy indziej.
Dziewczyna się przestraszyła. Spojrzała ze zdziwieniem na nieznajomego.
-Kim...kim pan jest?-spytała.
-Zwykłym człowiekiem, niech się pani nie boi-powiedział i się uśmiechnął-a teraz jak pani chce może mi powiedzieć o swoich problemach, chętnie pomogę. Czasem dobrze wyżalić się nieznajomemu.
-Chyba ma pan racje-powiedziała dziewczyna dalej patrząc na niego-tak więc...zaczęło się to kilka miesięcy temu...mój mąż zaczął pić...rozumiem że czasem można wypić ale codziennie wracać do domu pod wpływem...całe szczęście że córka nic nie widziała-kobiecie poleciała łza. Od razu ją wytarła-przepraszam...
-Nic się nie stało proszę mówić.
-No dobrze...rozumiem pić...bym to jakoś zniosła...ale on...on...-zaczęła szlochać.
-Chce pani się napić wody?-spytał patrząc na nią.
-Nie...nie trzeba...-zaczęła się uspokajać-on...zaczął mnie bić...w dzień w dzień mnie bije...oczywiście chciałam to sobie tłumaczyć...że to taki okres...że mamy problemy finansowe i on po prostu nie może wytrzymać...ale nie ja też tak dłużej nie mogę...
-To czemu nie uciekniesz?-spytał nieznajomy popijając kawę.
-Boję się...
-Boisz się bardziej uciec niż zostać?-spytał się zdziwiony.
-Córka...córka widzi w nim idola...bardzo go kocha...jak jej mam wytłumaczyć że jej wzór nie jest taki idealny?
-To czemu sama nie uciekniesz?
-Boje się że jak zostawię ją samą...że on może jej coś zrobić...
-Powinnaś od niego uciec-powiedział stanowczo nieznajomy-i zabrać ze sobą córkę.
-Ale on nas znajdzie...zabije mnie...-zaczęła jeszcze bardziej płakać. Mężczyzna złapał ją za ręce. Dziewczyna ryczała ale patrzała mu się w oczy.
-Powiedz mu dziś jak przyjdzie że odchodzisz-powiedział powoli-uwierz mi powinnaś to zrobić dziś. Możesz mi obiecać że tak zrobisz?-spytał się.
-Ale...-kobieta spojrzała gdzie indziej-ma pan racje...im szybciej tym lepiej...
-Widzi pani-powiedział i się uśmiechnął-lepiej zrobić to teraz i mieć wszystko za sobą niż czekać na to że ten człowiek zrobi pani coś gorszego. No ale cóż ja już będę szedł-powiedział i wstał. Z uśmiechem na twarzy podszedł do drzwi wyjściowych-powodzenia i żegnam-powiedział i wyszedł.
Katie siedziała jeszcze chwilę. Po kilku minutach i ona wyszła z kawiarni. Przyjechała do domu. Dała opiekunce pieniądze i pożegnała ją. Siedziała i patrzyła się na córkę. Wiedziała że dziś w nocy i ona i jej córka będą zagrożone. Kilka godzin później. Katie siedziała w kuchni. Emily już od kilku minut spała. Nagle usłyszała dźwięk otwierających się z hukiem drzwi. James wrócił. Był pijany. Skierował się w stronę kuchni.
-Wróciłem głupia babo!-krzyknął-gdzie moja kolacja?-spytał. Podszedł do Katie i zaczął ją dotykać-zrobiłaś mi kolacje?
-Nie-powiedziała-a ty znowu jesteś pijany?-spytała.
-A od kiedy ci to przeszkadza?-spytał. Odsunął się od niej. Wziął zamach i walnął ją w twarz-a teraz idź mi robić kolacje.
Katie poleciały łzy. Kolejny siniak.
-James...musimy porozmawiać-powiedziała przez łzy.
-Czego?-spytał i podszedł do niej.
-Ja...ja-jąkała.
-JA?! JA?!-krzyknął jej w twarz.
-Ja...zabieram Emily i odchodzimy-powiedziała głośno i wyraźnie. Mężczyzna zbladł.
-CO CHCESZ ZROBIĆ?!-krzyknął i walnął ją z całej siły pięścią w twarz. Kobieta padła na ziemię. James zaczął ją kopać-CO...CHCESZ...ZROBIĆ...GŁUPIA...DZIWKO?!-kopnął ją w twarz. Katie zemdlała. Z jej nosa leciała krew. Mężczyzna opluł ją ubrał kurtkę i wyszedł z domu. Poszedł skrótem przez bloki. Chciał iść do baru się napić. Przechodząc przez zaułek usłyszał głos za sobą.
-Fajnie tak bić słabsze kobiety?-spytała osoba stojąca za nim. Odwrócił się i widział że przed nim stoi osoba w kapturze i w białej masce.
-O co ci kurwa chodzi?-spytał. Dopiero zauważył że ta osoba trzyma kij bejsbolowy-o-o co ci chodzi?
-O nic damski bokserze-powiedział i zaczął biec w stronę Jamesa. Człowiek w masce wziął zamach i z całej siły walnął Jamesa kijem w głowę. Mężczyzna padł na ziemie a z głowy zaczęła płynąć mu krew. Zamaskowany człowiek zaczął walić kijem w głowę już martwego Jamesa. Czaszka była rozłupana. Osoba w kapturze znalazła szklaną butelkę. Rozbił i przyczepił do piersi Jamesa. Do butelki przyczepił kartkę z napisem "DAMSKI BOKSER". Ciało zaniósł pod komendę policji. Policjanci się zdziwili że dostali już 2 ciało w tym miesiącu. Kilka dni później Katie została poproszona do komisariatu żeby rozpoznać ciało. Rozpoznała w nim Jamesa. Wyszła z komendy. Spojrzała w słońce.
-Dziękuje....
Mam nadzieje że się podobało :D
sobota, 22 listopada 2014
Rozdział I
Ciemny pokój 10 metrów pod ziemią. Po środku pomieszczenia był brudny stół. Przy stole na krzesłach siedziało dwóch mężczyzn. Jeden z nich spał. Był to gruby, brudny, łysy z brodą facet w podkoszulce i spodenkach. Ręce i nogi miał przywiązane do krzesła. Na przeciwko jego siedział szczupły w bluzie i spodniach mężczyzna. Na głowie miał kaptur a na twarzy białą maskę która miała tylko otwory na oczy. Patrzył na niego. Nagle wstał. Z kieszeni wyjął małą fiolkę. Podszedł do śpiącej osoby. Przyłożył jej fiolkę pod nos. Mężczyzna obudził się przerażony.
-Co się dzieje?-spytał sam siebie. Podniósł głowę do góry. Patrzył na faceta w masce-POMOCY!-krzyknął.
-Nawet jakbyś wrzeszczał przez megafon nikt cię nie usłyszy-odezwał się człowiek w masce.
-Czego ode mnie chcesz?!-spytał przerażony człowiek w średnim wieku.
-Poczekaj-powiedział i poszedł w głąb ciemności. Łysy człowiek zaczął się wiercić. Próbował się uwolnić ale bezskutecznie. Po chwili wrócił zamaskowana osoba. W ręce trzymała pudło. Usiadła przy stole. Siedział na przeciwko grubasa który zaczął się pocić.
-C-co tam masz?-spytał. Człowiek w kapturze wyjął z pudła pistolet, naboje, zdjęcie. Ostatnią rzeczą jaką wyciągnął to włosy. Kita czarnych długich włosów. Wziął zdjęcie na którym była mała 8 letnia dziewczynka.
-Elisabeth Downson-powiedział-pamiętasz ją?
-Nie znam jej-powiedział przerażony człowiek który na widok zdjęcia zbladł.
-Rozumiem-powiedział i odłożył zdjęcie. Teraz wziął kitę włosów-a może to ci coś przypomina?
-Nie-powiedział.
-No tak-powiedział i odłożył pęk włosów-a wiesz co jest zabawne w tej całej sytuacji?-spytał się i wstał. Do ręki wziął pistolet i naboje-że to zdjęcie i tę kitę były w twoim garażu-odwrócił się od niego i włożył naboje do pistoletu-no chyba nie powiesz że te rzeczy znalazły się tam przypadkiem?-znowu podszedł do pudła. Wyją blond kitę i zdjęcie z dziewczynką-Doris Jones 9 lat-rzucił na stół kitę i zdjęcie. Wyjął kolejne tym razem brązowe włosy i fotografię-Maggi Smith 7 lat-także rzucił. W pudle już nic nie było. Wziął pudło i rzucił w stronę przerażonego faceta-skąd to masz?
-T-to nie moje-powiedział przestraszony-nie tylko ja wykorzystuję ten garaż...
-A kto jeszcze?-przerwał mu.
-Em...M-mój współlokator-powiedział i chwilę się zastanawiał-D-David. On przyprowadza sobie jakieś dziewczyny...t-to on...
-Blef!-krzyknął człowiek w masce-mieszkasz sam, a więc jeszcze raz skąd je wziąłeś?
-J-ja...No dobra-powiedział wziął wdech. Pot mu leciał na oczy które miał całe czerwone. Twarz była biała jak śnieg-każdy ma swoje dziwne hobby. Ja...ja zbieram włosy...
-Yhym-powiedziała osoba w kapturze-a od kogo masz te włosy?
-O-od Michaela Hendrix'a-powiedział-to mój przyjaciel...Razem odsiadywaliśmy wyrok...
-Wiesz co?-przeładował pistolet i wycelował w mężczyznę-nie wierze cie.
-CZEKAJ!-krzyknął. Z jego oczu zaczęły płynąć łzy.
-No dobra-położył broń i rozsiadł się na krześle-przekonaj mnie żebym cię nie zabijał.
-J-ja...ja nic nie zrobiłem-zaczął ryczeć-dlaczego...dlaczego chcesz m-mnie zbić?-łkał.
-Dlaczego?-spytał go-a to dlatego że gwałcisz i zabijasz małe 8 letnie dziewczynki...Wiem o tobie wszystko, a teraz przekonaj mnie żebym cię nie zabijał, masz na to 5 minut-spojrzał za prawą rękę gdzie miał zegarek i zaczął odliczać czas. Człowiek na przeciwko ryczał w niebo głosy. Łzy leciały mu po jego brudnych policzkach. Znowu zaczął się wiercić. Niestety ręce i nogi były za mocno zawiązane do krzesła żeby mógł się wydostać.
-B-byłem młody-zaczął przez łzy-wplątałem się w złe towarzystwo...zacząłem brać narkotyki...kiedyś znaleźli u mnie 10 kilo kokainy...dostałem wyrok...odsiedziałem swoje i się zaczęło...to było silniejsze ode mnie-powiedział zasapany.
-Czułeś się silnie?-spytał-one były takie małe i bezbronne. Ty czułeś się przy nich silniejszy?
-T-tak-powiedział ale dalej płakał.
-One się bały a ty czułeś się w tedy dobrze.
-Tak dokładnie-przyznał mu racje-ale...jeżeli mnie wypuścisz to przysięgam że już nigdy tego nie zrobię...obiecuję...daj mi drugą szanse...ja przysięgam...
Człowiek w masce wstał i podszedł do płaczącego mężczyzny. Złapał go za ramię.
-Daje ci drugą szanse-powiedział. Brudny człowiek uśmiechnął się. Łzy przestawały mu lecieć. Odetchnął.
-N-naprawdę?-spytał z uśmiechem-to teraz możesz mnie wypuścić-człowiek w masce odwrócił się od niego i odszedł od niego. Wyjął pistolet. Odwrócił się z powrotem.
-Dałbym ci ją gdyby nie to-wycelował w mężczyznę pistoletem-gdyby nie to że ci nie wierze-człowiek znowu zbladł. Jego twarz była tak biała jak maska człowieka przed nim. Zaczął się śmiać.
-Hahaha! Ty tak czy tak byś mnie zabił?-spytał się.
-Tak-odpowiedział-chciałem dać ci nadzieje że możesz przeżyć-powiedział obojętnie.
-Ech...szczerze?-spytał się z szaleńczym uśmiechem-kiedy widziałem przerażenia w ich oczach czułem się niesamowicie...dla tego uczucia zrobiłbym to jeszcze kilka razy...zapach włosów małych dziewczynek....ach to to co mnie podnieca...
-Ale one miały tylko po 8 lat-powiedział facet w masce.
-Takie są najlepsze...
-Ech dobrze że chociaż byłeś szczery-powiedział-a teraz żegnaj.
Pedofil dalej się śmiał, a człowiek w masce strzelił. Pocisk leciał aż trafił w głowę mordercy. Łeb mu opadł na dół. Nastała cisza. Zamaskowany mężczyzna spod stołu wyjął szklaną butelkę po piwie i dużą kartkę. Podszedł do trupa. Podniósł mu łeb. Na czole była czerwona dziura z której płynęła krew. Odsunął od siebie głowę. O stół rozbił butelkę. Z całej siły wczepił ją do piersi nieżyjącego pedofila. Do butelki przyczepił kartkę z napisem "PEDOFIL" i ze wszystkimi włosami, zdjęciami.
Kilka dni później.
Przed komendą policji znaleziono ciało zmarłego pedofila. Zabójca nie znany...
Dziękuje za przeczytanie :D Mam nadzieje że się podobało i że chcecie więcej :D
-Co się dzieje?-spytał sam siebie. Podniósł głowę do góry. Patrzył na faceta w masce-POMOCY!-krzyknął.
-Nawet jakbyś wrzeszczał przez megafon nikt cię nie usłyszy-odezwał się człowiek w masce.
-Czego ode mnie chcesz?!-spytał przerażony człowiek w średnim wieku.
-Poczekaj-powiedział i poszedł w głąb ciemności. Łysy człowiek zaczął się wiercić. Próbował się uwolnić ale bezskutecznie. Po chwili wrócił zamaskowana osoba. W ręce trzymała pudło. Usiadła przy stole. Siedział na przeciwko grubasa który zaczął się pocić.
-C-co tam masz?-spytał. Człowiek w kapturze wyjął z pudła pistolet, naboje, zdjęcie. Ostatnią rzeczą jaką wyciągnął to włosy. Kita czarnych długich włosów. Wziął zdjęcie na którym była mała 8 letnia dziewczynka.
-Elisabeth Downson-powiedział-pamiętasz ją?
-Nie znam jej-powiedział przerażony człowiek który na widok zdjęcia zbladł.
-Rozumiem-powiedział i odłożył zdjęcie. Teraz wziął kitę włosów-a może to ci coś przypomina?
-Nie-powiedział.
-No tak-powiedział i odłożył pęk włosów-a wiesz co jest zabawne w tej całej sytuacji?-spytał się i wstał. Do ręki wziął pistolet i naboje-że to zdjęcie i tę kitę były w twoim garażu-odwrócił się od niego i włożył naboje do pistoletu-no chyba nie powiesz że te rzeczy znalazły się tam przypadkiem?-znowu podszedł do pudła. Wyją blond kitę i zdjęcie z dziewczynką-Doris Jones 9 lat-rzucił na stół kitę i zdjęcie. Wyjął kolejne tym razem brązowe włosy i fotografię-Maggi Smith 7 lat-także rzucił. W pudle już nic nie było. Wziął pudło i rzucił w stronę przerażonego faceta-skąd to masz?
-T-to nie moje-powiedział przestraszony-nie tylko ja wykorzystuję ten garaż...
-A kto jeszcze?-przerwał mu.
-Em...M-mój współlokator-powiedział i chwilę się zastanawiał-D-David. On przyprowadza sobie jakieś dziewczyny...t-to on...
-Blef!-krzyknął człowiek w masce-mieszkasz sam, a więc jeszcze raz skąd je wziąłeś?
-J-ja...No dobra-powiedział wziął wdech. Pot mu leciał na oczy które miał całe czerwone. Twarz była biała jak śnieg-każdy ma swoje dziwne hobby. Ja...ja zbieram włosy...
-Yhym-powiedziała osoba w kapturze-a od kogo masz te włosy?
-O-od Michaela Hendrix'a-powiedział-to mój przyjaciel...Razem odsiadywaliśmy wyrok...
-Wiesz co?-przeładował pistolet i wycelował w mężczyznę-nie wierze cie.
-CZEKAJ!-krzyknął. Z jego oczu zaczęły płynąć łzy.
-No dobra-położył broń i rozsiadł się na krześle-przekonaj mnie żebym cię nie zabijał.
-J-ja...ja nic nie zrobiłem-zaczął ryczeć-dlaczego...dlaczego chcesz m-mnie zbić?-łkał.
-Dlaczego?-spytał go-a to dlatego że gwałcisz i zabijasz małe 8 letnie dziewczynki...Wiem o tobie wszystko, a teraz przekonaj mnie żebym cię nie zabijał, masz na to 5 minut-spojrzał za prawą rękę gdzie miał zegarek i zaczął odliczać czas. Człowiek na przeciwko ryczał w niebo głosy. Łzy leciały mu po jego brudnych policzkach. Znowu zaczął się wiercić. Niestety ręce i nogi były za mocno zawiązane do krzesła żeby mógł się wydostać.
-B-byłem młody-zaczął przez łzy-wplątałem się w złe towarzystwo...zacząłem brać narkotyki...kiedyś znaleźli u mnie 10 kilo kokainy...dostałem wyrok...odsiedziałem swoje i się zaczęło...to było silniejsze ode mnie-powiedział zasapany.
-Czułeś się silnie?-spytał-one były takie małe i bezbronne. Ty czułeś się przy nich silniejszy?
-T-tak-powiedział ale dalej płakał.
-One się bały a ty czułeś się w tedy dobrze.
-Tak dokładnie-przyznał mu racje-ale...jeżeli mnie wypuścisz to przysięgam że już nigdy tego nie zrobię...obiecuję...daj mi drugą szanse...ja przysięgam...
Człowiek w masce wstał i podszedł do płaczącego mężczyzny. Złapał go za ramię.
-Daje ci drugą szanse-powiedział. Brudny człowiek uśmiechnął się. Łzy przestawały mu lecieć. Odetchnął.
-N-naprawdę?-spytał z uśmiechem-to teraz możesz mnie wypuścić-człowiek w masce odwrócił się od niego i odszedł od niego. Wyjął pistolet. Odwrócił się z powrotem.
-Dałbym ci ją gdyby nie to-wycelował w mężczyznę pistoletem-gdyby nie to że ci nie wierze-człowiek znowu zbladł. Jego twarz była tak biała jak maska człowieka przed nim. Zaczął się śmiać.
-Hahaha! Ty tak czy tak byś mnie zabił?-spytał się.
-Tak-odpowiedział-chciałem dać ci nadzieje że możesz przeżyć-powiedział obojętnie.
-Ech...szczerze?-spytał się z szaleńczym uśmiechem-kiedy widziałem przerażenia w ich oczach czułem się niesamowicie...dla tego uczucia zrobiłbym to jeszcze kilka razy...zapach włosów małych dziewczynek....ach to to co mnie podnieca...
-Ale one miały tylko po 8 lat-powiedział facet w masce.
-Takie są najlepsze...
-Ech dobrze że chociaż byłeś szczery-powiedział-a teraz żegnaj.
Pedofil dalej się śmiał, a człowiek w masce strzelił. Pocisk leciał aż trafił w głowę mordercy. Łeb mu opadł na dół. Nastała cisza. Zamaskowany mężczyzna spod stołu wyjął szklaną butelkę po piwie i dużą kartkę. Podszedł do trupa. Podniósł mu łeb. Na czole była czerwona dziura z której płynęła krew. Odsunął od siebie głowę. O stół rozbił butelkę. Z całej siły wczepił ją do piersi nieżyjącego pedofila. Do butelki przyczepił kartkę z napisem "PEDOFIL" i ze wszystkimi włosami, zdjęciami.
Kilka dni później.
Przed komendą policji znaleziono ciało zmarłego pedofila. Zabójca nie znany...
Dziękuje za przeczytanie :D Mam nadzieje że się podobało i że chcecie więcej :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)